Prezydent Karol Nawrocki powołał w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja Radę do spraw nowej konstytucji. Jej celem jest przygotowanie projektu nowej ustawy zasadniczej, która – zgodnie z założeniami – mogłaby wejść w życie w latach 30. XXI w. Czy Polska faktycznie potrzebuje nowej konstytucji?
Obecnie obowiązująca Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej została uchwalona po kilku latach prac legislacyjnych w demokratycznej Polsce. Prace nad projektem trwały od początku lat 90., przyspieszając po wyborach w 1993 r. pod przewodnictwem Komisji Konstytucyjnej z Aleksandrem Kwaśniewskim w składzie. Ostatecznie w dniu 2 kwietnia 1997 r. Zgromadzenie Narodowe przyjęło tekst ustawy zasadniczej (451 głosów za, 40 przeciw).
Z kolei w dniu 25 maja 1997 r. odbyło się referendum zatwierdzające (53,45% głosów “za”, frekwencja 42,86%). Prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał ustawę zasadniczą w dniu 16 lipca 1997 r., następnie opublikowano w Dzienniku Ustaw, a w dniu 17 października 1997 r. weszła ona w życie.
Konstytucja RP z 1997 r. składa się z preambuły, 13 rozdziałów i 243 artykułów. Od wejścia w życie była zmieniana dwukrotnie. Pierwsza nowelizacja miała miejsce w 2001 r. i dotyczyła m.in. wstąpienia do Unii Europejskiej, natomiast drugą przeprowadzono w 2006 r.
Jako że obecna ustawa zasadnicza obowiązuje już niemal 30 lat, jej postanowienia zostały niejednokrotnie przetestowane w praktyce. Z tego względu pojawiły się różne zarzuty do kształtu przyjętych w niej rozwiązań.
Pierwszą rzeczą, która wzbudza kontrowersje, jest model sprawowania władzy wykonawczej. Obecnie funkcjonuje ustrój parlamentarno-gabinetowy, co oznacza, że kompetencje w tym zakresie zostały podzielone pomiędzy rząd i prezydenta. Rozwiązanie to jest problematyczne, gdy organy te wywodzą się z różnych obozów politycznych, co doskonale widać w obecnym układzie sił.
Kolejną kwestią są sprawy związane z funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości. Chaos, jaki zapanował w tym przedmiocie w ciągu ostatnich lat, powoduje, że konieczne jest uporządkowanie systemu.
Wiele osób podnosi, że dobrym rozwiązaniem byłoby oddanie większej władzy w ręce obywateli. W tym celu pojawiają się postulaty zliberalizowania zasad organizowania referendum oraz wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych.
Na pewno warto zastanowić się nad zmianą modelu wykonywania władzy wykonawczej i przyjęcia jednej z dwóch koncepcji – prezydenckiej lub kanclerskiej. W pierwszym wariancie większość kompetencji znajduje się po stronie prezydenta, jak ma to miejsce np. w Stanach Zjednoczonych czy Francji. Z kolei w modelu kanclerskim to rząd prowadzi politykę państwa, a prezydent pełni jedynie funkcję reprezentacyjną. Tak jest np. w Niemczech i w Austrii. Przyjmując ten wariant, należałoby dokonać jeszcze jednej zasadniczej zmiany. Otóż w takim przypadku prezydent powinien być wybierany przez parlament (najlepiej przez Zgromadzenie Narodowe, czyli połączone izby Sejmu i Senatu). Pozwoliłoby to bowiem ograniczyć koszty.
Kwestią, która wymaga pilnego rozwiązania, jest uporządkowanie systemu wymiaru sprawiedliwości. Chodzi tutaj o dwie rzeczy, mianowicie o funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego, a także o powoływanie sędziów. Są to jednak bardzo złożone zagadnienia, które wymagają dogłębnej analizy, a nie podsycanej emocjami dyskusji, która dobrze “sprzedaje się” w mediach.
Jeżeli zaś chodzi o wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, należy mieć świadomość jednej rzeczy. Otóż w tym modelu Polska zostałaby podzielona na tyle okręgów wyborczych do Sejmu, ilu byłoby posłów. W takim układzie z każdego okręgu zostałaby wybrana jedna osoba, ta, która uzyskałaby najwięcej głosów. Poligonem doświadczalnym jest tutaj Senat, do którego wybory od dawna są prowadzone w taki sposób. Mamy tam przedstawicieli w zasadzie tylko dwóch największych partii politycznych, mniejsze ugrupowania są bez szans na uzyskanie mandatu.
Częstsze organizowanie referendum to duże obciążenie dla budżetu państwa, które i tak ma poważne problemy z prowadzeniem polityki fiskalnej. To również ryzyko, że obywatele będą zasypywać parlament wnioskami o referenda w sprawach błahych, które nie mają większego znaczenia, bądź są szkodliwe z punktu widzenia dobra państwa. Niemniej taki przejaw demokracji bezpośredniej dałby ludziom większe poczucie bycia gospodarzem we własnym kraju.
Konstytucja powinna odpowiadać na wyzwania współczesności. Z tego względu warto by uregulować w niej prawa i wolności obywateli w sferze cyfrowej. Jest to jednak bardzo złożona kwestia, która wymagałaby dyskusji przedstawicieli różnych środowisk, głównie prawników i specjalistów od cyberbezpieczeństwa.
Dobrym rozwiązaniem byłoby również wprowadzenie konstytucyjnej gwarancji dostępności gotówki w postaci banknotów i monet. Co jakiś czas pojawiają się bowiem postulaty całkowitego odejścia od tej formy płatności, co wzbudza uzasadniony niepokój. W razie awarii systemu bądź powstania jakiegoś błędu dokonywanie transakcji po przejściu na pieniądz cyfrowy byłoby niemożliwe. Co więcej, nie ma prawnego obowiązku posiadania konta w banku.
Warto także zastanowić się nad procedurą zmiany konstytucji. Obecnie obowiązujące regulacje w tym przedmiocie są bardzo restrykcyjne, przez co nowelizacje ustawy zasadniczej są bardzo trudne do przeprowadzenia. Być może warto by zliberalizować te reguły, przynajmniej w niektórych obszarach.
Z całą pewnością warto rozmawiać o możliwości zmiany ustawy zasadniczej – czy to w formie gruntownej nowelizacji, czy też uchwalenia nowej konstytucji. Niemniej trzeba mieć świadomość jednej rzeczy. Mianowicie konieczne jest uzyskanie większości 2/3 głosów w obecności połowy posłów w Sejmie, a następnie przyjęcie projektu przez Senat bezwzględną większością w obecności połowy senatorów. Kolejną kwestią byłoby ogólnokrajowe referendum. Czy w obecnej sytuacji politycznej istnieje możliwość przeprowadzenia takiej operacji? Nie, i najprawdopodobniej sytuacja ta nie ulegnie zmianie po najbliższych wyborach parlamentarnych.